3. Znajomości

piątek, 29.maja.2009, 12:14
-Kalina! Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! – Wykrzykiwała po całym domu pani Anna. Poszukiwania córki skończyły się w gabinecie jej ojca. Dziewczyna kolejny raz próbowała wykonać rysunek zwyczajnego, szklanego budynku. Bazgroły, jakie wykonała, utwierdziły ją w przekonaniu, iż dobrze zrobiła, wybierając w liceum profil humanistyczny. Pani Anna podeszła do Kaliny i poklepała ją po plecach.
-Próbuj dalej. Kiedyś ci się uda.
-Nie mamo. Każdy, kto zobaczy to …coś- powiedziała, krzywo patrząc na obrazek – będzie chciał to jak najszybciej spalić!
-Jesteś jeszcze młodą osobą. Na pewno znajdziesz zawód dla siebie. Nie ty pierwsza masz z tym problem.
-Nieważne. – Mruknęła Kalina i wyrzuciła rysunek do śmieci. – Co to za wiadomość?
-Pani Gienia zaprosiła nas na grilla!
-Gienia? – Zdziwiła się.
-Ścibakówna. Najważniejsze jest to, że to grill dla wszystkich sąsiadów. Dzisiaj poznasz swoich kolegów ze szkoły.
Kalina uśmiechnęła się na myśl o nowych znajomościach. Wyobraziła sobie młodych, wartościowych ludzi, mających swoje marzenia i cele życiowe. Przynależność do nowego środowiska była dla niej teraz najważniejsza. Pragnęła zostać zaakceptowana. Zamierzała być sobą. Żadnej maski i kłamstw. Bo jeśli ktoś nie pyta, to jaki jest sens opowiadania o sobie?

*
-Zbieraj się. Idziemy do Cukiernicy.
Paweł podszedł do swojej siostry i dmuchnął jej w stronę dymem papierosowym.
-Jesteś chory. – Syknęła.
Olga była mu jednak wdzięczna, że pali tylko wtedy, gdy rodziców nie ma w domu. Kto jak kto, ale oni potrafią człowieka przyskrzynić. Kiedy znaleźli u Pawła trawkę, ukarali też Olgę. Do tej pory nie widziała w tym najmniejszego sensu. Chcieli, żeby ich syn nabrał odpowiedzialności za swoje czyny, a doprowadzili do tego, że Olga jeszcze bardziej go znienawidziła.
-Nie muszę tam iść. – Prychnął.
-Rodzice już tam są. Jeśli nie przyjdziesz to powiem im, że zacząłeś palić w pokoju.
-Tobie też się wtedy dostanie. – Powiedział mrużąc oczy. Wyczuwał, że jego siostra coś knuje.
-Będę się delektować twoją karą. Moja będzie jedynie czasem, który poświęcę na naukę. Mam zamiar zostać kimś…
-W przeciwieństwie do mnie. – Dokończył za nią Paweł, gasząc papierosa. Otworzył w pokoju okno i zmienił koszulkę. – Idziemy.
Olga zaśmiała się w duchu szyderczym śmiechem. Naprawdę nie zależy jej na karach. I tak powie rodzicom, co robił.

*
Oliwia siedziała przy swoim biurku już od dobrych paru godzin. Przypomniała sobie biologię, którą przerabiała w pierwszej klasie, a teraz brała się za algebrę. Napędzona przez kofeinę była w stanie zrobić wszystko. Rodzice wyjechali na kilka dnia, aby odetchnąć. Uznali, że mogą jej zaufać. Oliwia była jednak odmiennego zdania. Nikt nad nią nie ślęczał, mogła robić co chciała. Przestała myśleć nad tym, co zrobił jej Paweł. Doszła do wniosku, że jak ktoś się taki urodził to nic się z nim nie da zrobić. Miała go głęboko gdzieś. Najważniejsza była matura i tego się trzymała.
Jej trans przerwał dzwoniący telefon. Kamila, dziewczyna o nieciekawym usposobieniu, ale miłej twarzy, chciała wyciągnąć Oliwkę na grilla u Cukiernicy. Dziewczynie ani się śniło, żeby iść do tej starej jędzy, która w zwyczaju miała jedynie plotkowanie na bzdurne tematy. Grzecznie odmówiła Kamili, a ta wyjątkowo nie wierciła jej dziury w brzuchu.
-Wzory skróconego mnożenia. Łatwizna. – Powiedziała do siebie. Wcześniej przygotowała listę tematów z pierwszej klasy i obok tych, które dobrze jej szły, stawiała plus. Zadowolona ze swojej pracy, zrobiła sobie przerwę. Włączyła ulubioną muzykę. Odprężona rozsiadła się w fotelu i rozmyślała, czego by się tu jeszcze pouczyć.
-Chemia! – Wykrzyknęła podekscytowana, po czym sięgnęła po podręcznik. Kawa naprawdę źle na nią działała.
-Chyba impreza! – Zawołał ktoś.
W drzwiach jej pokoju stała szczerząca się Kamila, a w ręku trzymała butelkę szampana.
-Co ty tutaj robisz? – Wyksztusiła.
Kamila zawiedziona pokręciła głową.
-Drzwi były otwarte. Nie boisz się, że jakiś nieznajomy zrobi ci krzywdę? – Zaśmiała się.
-Raczej znajomy. – Mruknęła. – Zdaje mi się, że po drodze już wypiłaś jedną butelkę.
-Co takiego? – Nie zrozumiała. – Nie mniej jednak idziemy stąd.
-Nigdzie się nie wybieram. Mam masę rzeczy na głowie.
Kama krzywo spojrzała na podręcznik od chemii, który Oliwka dalej trzymała w ręku.
-Przecież ty w ogóle nic nie kapujesz z chemii!
-Dlatego chcę się jej nauczyć. – Podkreśliła mocno poirytowana Oliwia.
-Skoro nie chcesz nigdzie iść, to skonsumpcjonujemy to tutaj. – Powiedziała i uniosła do góry butelkę szampana, szeroko się przy tym uśmiechając.
-Skonsumujemy. A z jakiej to okazji? – Zapytała zaciekawiona.
-Mieliśmy godnie przywitać nową dziewczynę, która będzie z nami chodzić do szkoły. Podejrzewam, że jakoś sobie poradzą bez tych marnych procentów.
-Pójdę po kieliszki i coś mocniejszego. – Westchnęła Oliwia.

*

Pani Ścibakówna wraz z mężem mieszkali na samym końcu osiedla, a co za tym idzie i miasta. Jej dom położony był przy często wspominanym lesie, a ogród zaliczany do największych i najbardziej zadbanych w okolicy. Kalina na widok symetrycznie porozsadzanych kwiatów oraz równie przyciętych krzewów, jeszcze bardziej cieszyła się z zaproszenia. Cała rodzina podziwiała jej entuzjazm.
Pani Gienia wyszła Malinowskim na spotkanie i oficjalnie powitała ich w Trelinie. Kalina dostrzegła grupkę osób w jej wieku, siedzących na schodach tarasu. Nieznana jej młodzież również ją zauważyła. Chwilę później wysoka brunetka, wypchnięta przez podobnego do niej chłopaka, podążała ku niej. Szła pewnym, spokojnym krokiem. Sprawiała przez to wrażenie pewnej siebie.
-Kalina, tak? – Zapytała ją i nie czekając na odpowiedź kontynuowała. – Jestem Olga. Będziemy chodzić do jednego liceum. Dołączysz się do nas?
Kiwnęła jeszcze zachęcająco głową, ponieważ uśmiech nie zawitał na jej twarzy, choćby na sekundę.
-Jasne. – Wybąkała Kalina i podążyła za nową znajomą.
Doszły do schodów i z bliska zobaczyła siedzących na nich nastolatków.
-To jest Kalina. –Oznajmiła wszystkim. – A to reszta.
Większość z pięciu osób uśmiechnęła się. To wystarczyło, aby młoda Malinowskich ich polubiła.
-Mój brat Paweł. – Wskazała na chłopaka o ostrych rysach twarzy, który wcześniej popchał ją ku Kalinie. Popatrzył na nią i nieznacznie kiwnął głową. To musiał były być wspólne geny. – Od razu dodam, aby uniknąć późniejszych nieporozumień, że jest ode mnie o 10 miesięcy młodszy. Nie chcę, by ktoś pomyślał, iż spędziłam z nim tyle czasu w jednym łonie.
- Nie powtarzaj tego w kółko. To już się robi nudne. – Mruknął niedbale Paweł.
-Nie będziesz mi rozkazywał! – Krzyknęła Olga, przez co zwróciła na siebie uwagę innych gości.
-Koniec! – Przerwał im chłopak, który truchtał ze sportową torbą uwieszoną na ramieniu. Ubrany był który ubrany był w strój typowy dla kogoś, kto uprawia sport. Luźnie materiałowe spodenki przed kolano i jasna koszulka polo z postawionym kołnierzykiem. – Powinni wam zabronić przebywać ze sobą w takiej odległości. Tak dla dobra osób postronnych.
Położył torbę na ziemi, a opaską otarł pot z czoła, po czym spojrzał na Kalinę.
-Cześć. – Przywitał ją, wyraźnie zadowolony, że w towarzystwie jest ktoś normalny.
-To Kalina. – Powiedziała automatycznie Olga.
-Kamil. – Przedstawił się i jako jedyny podał jej rękę. – Jak tu gorąco! Idę po picie.
Olga przedstawiła Kalinie resztę osób. Dwie podobne do siebie rude dziewczyny, Patrycja i Edyta, okazały się być najbliższymi przyjaciółkami. Ubierały się w podobne ubrania, miało to samo zdanie na każdy temat i rozumiały się bez słów. Jakby stanowiły całość. Franek natomiast był niewysokim oraz przeraźliwie chudym szatynem o niespodziewanie miłym usposobieniu. Jak sam stwierdził papierosy są jego jedynym pożywieniem i do życia potrzebuje tylko ich. Dziwnym trafem chwilę później zajadał się grillowaną kiełbaską, ale i to Kalina postanowiła zignorować. Paweł dłuższą chwilę rozmawiał z Kamilem. Podczas rozmowy wydawał się być zdenerwowany. Musiał coś zacięcie tłumaczyć koledze, a ten równie dynamicznie wtrącał swoje uwagi. Kalina od razu zorientowała się, że Paweł ma kłopoty. Kiedy skończyli rozmowę, Kamil zwrócił się do wszystkich:
-To co, idziemy do Kamili na coś lepszego?
Olga wytłumaczyła Kalinie, że zawsze po tego typu przyjęciach chodzą do Kamili na coś mocniejszego, bo jej rodzice często wyjeżdżają na weekendy. Kiedy już wyszli od Ścibakówny, zdezorientowany Kamil, który szedł z przodu zatrzymał się i zapytał:
-Gdzie jest Kamila i Oliwka?

*

Były kompletnie pijane. Kamila zanosiła się teraz histerycznym śmiechem, a Oliwka tańczyła do Radiohead. Po jakimś czasie muzyka się skończyła i Oliwia padła zmęczona na łóżko. Kama pogłaskała ją po głowie i zachichotała.
-Fajnie tak czasem ich zostawić. Nie słuchać zrzędzenia Pawła i Olgi, ani przechwałek Kamila ile setów wygrał na treningu. – Rozmarzyła się Kamila.
-Ja do nich nie wracam. Nie mam zamiaru oglądać gęby Pawła. – Westchnęła Oliwia i wydęła usta jak małe dziecko.
Kama spojrzała na nią wielkimi oczami i zapytała:
-Już go nie kochasz?
-Dziewczyno! Nie płacz z tego powodu. Paweł mnie zgwałcił i tyle.
W pokoju nastąpiła głucha cisza. Te słowa otrzeźwiły dziewczyny. Oliwia wstała z łóżka i stanęła tyłem do Kamy.
-Nie możesz nikomu powiedzieć. Lepiej już idź.
-Oliwka! Może i nie jestem najinteligentniejszą dziewczyną. Ale jestem kobietą i wiem, że gwałt to najgorsza zbrodnia przeciwko nam. Musisz iść na policję.
Oliwia odwróciła się do koleżanki. W jej oczach widać było bezradność i rozpacz.
-Nikt mi nie uwierzy! Byliśmy parą.
-Nie pomyślałaś, że on może skrzywdzić też inne dziewczyny. Każdy wie, że ma wybuchowy temperament i jest porywczy. Jak wytrzeźwiejesz pójdę z tobą na policję. Mój tato nam pomoże. Jest w końcu burmistrzem miasta. Zobaczysz – podeszła do Kaliny i ją przytuliła – świat będzie lepszy, kiedy Paweł znajdzie się za kratkami.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

2009
kwiecień (1)
maj (2)

brak kategorii (3)
wszystkie (3)

Mój Profil